Szkoła tuszowała pedofilię?

09
04

Wymazany problem pedofilii – fot. Sławomir Skrobała.

Kiedy rodzice wysyłają swoje dzieci do szkoły, chcą być pewni, że są tam bezpieczne. I na ogół tak jest. Ale niestety nie zawsze. W ekstremalnych przypadkach okazuje się, że największym zagrożeniem dla dzieci mogą być… sami nauczyciele. Tak najprawdopodobniej było w Zespole Szkół Podstawowej i Gimnazjum w Żytowiecku w powiecie gostyńskim, gdzie tamtejszy ksiądz proboszcz mógł przez wiele lat dopuszczać się czynów pedofilskich podczas lekcji religii. Wszystko wskazuje na to, że mogło do tego dochodzić przy niemej akceptacji innych nauczycieli. Rodzice twierdzą wręcz, że dyrektor placówki latami tuszował całą sprawę.

 

Zły dotyk na religii

Po poprzednim tekście w Regiopisie pt. „Tajemnice pewnej parafii” zgłosili się do mnie rodzice oburzeni zacytowanymi w tekście słowami dyrektora szkoły. Mariusz Kędzierski zapewniał mnie, że – owszem – słyszał jakieś pogłoski o pedofilskich zachowaniach księdza, ale nic konkretnego. A nikt z rodziców jednak tej sprawy mu nie zgłaszał, więc on się jej nie tykał.

„Zbulwersowała mnie wypowiedź Dyrektora Szkoły w Żytowiecku. Osobiście dotknęła mnie ta sytuacja i wraz z inną matką zgłaszałam to dyrektorowi, a w rozmowie z panią wyparł się” (pisownia oryginalna) – napisała do mnie matka dziecka obecnie już kilkunastoletniego.

Rodzice opowiadają, że ksiądz proboszcz uczył ich dzieci w drugiej klasie szkoły podstawowej. Opisują sytuację sprzed kilku lat. Oto relacja jednej z kobiet:

To było zawsze, to było od lat. Ale zawsze było zamiatane pod dywan. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się działo. Mój synek w drugiej klasie początkowo chętnie chodził do szkoły. Ale w niektóre dni nie chciał iść. Było to wtedy, kiedy w planie była religia. Zostawiłam to. Ale wszystko nasilało się coraz bardziej, ta niechęć do szkoły. Zaczęłam go pytać. Opowiadał, że na religii ksiądz wołał go do siebie, sadzał na kolanach i bawił się jego zamkiem od spodni dżinsowych, a dzieci się z niego śmiały. Ksiądz gryzł też dzieci po uszach, przebierał w swoją sutannę i kazał tańczyć. Robił to nie tylko mojemu synowi, ale i innym chłopcom.

Inną matkę też przeraziła relacja jej synka:

Ta cała sprawa to jest naprawdę wielka tragedia. Bardzo się z tego cieszę, że wreszcie coś wyszło na jaw. Jak mój syn w drugiej klasie chodził na religię,  skarżył mi się, że ciągle musi siadać księdzu na kolanach, ciągle też musi palce mu ciągnąć, że ksiądz trzyma go za ucho. Ksiądz miał kilku takich wybranych chłopców. 

W poprzednim tekście Regiopisu „Tajemnice pewnej parafii” przytaczam relacje byłych uczniów, którzy mówili, że ksiądz na lekcjach religii – między innymi w zerówce – sadzał chłopców na kolana i prosił, by masowali mu palce, a także nogi w okolicach krocza. Wsadzał też ręce pod koszulki bezradnym chłopcom i głaskał ich po gołym ciele. A wszystko to przy całej klasie i śmiechu kolegów. Dzieci po czymś takim zawstydzone uciekały szybko z lekcji i nie chciały z nikim rozmawiać. Już po poprzedniej publikacji otrzymałam informacje o tym, że ksiądz szedł jeszcze dalej i kazał chłopcom… siebie lizać po uchu. Ktoś inny dodaje, że proboszcz uwielbiał też „szmeranie” go po głowie przez chłopców. Kolejni świadkowie mówią, że kazał także siebie drapać po plecach. Jest też doniesienie, że małe dzieci macał po gołych brzuszkach i pleckach. Byli uczniowie są przekonani, że nauczyciele o wszystkim wiedzieli, ale nic z tym nie zrobili.

 

Zamiatanie pod dywan

Oburzone matki postanowiły powiedzieć o całej sprawie dyrektorowi szkoły.

Jedna z nich relacjonuje to tak:

Dyrektor odpowiedział mi: „Co roku jest ta sama sytuacja. Co roku matki przychodzą, ale co ja mam z tym zrobić?”. Mówił, że to my – matki dzieci – musiałybyśmy zgłosić wszystko na piśmie. Ale jeżeli to zrobimy, sprawa pójdzie dalej, zrobią się problemy, przyjedzie policja i będą męczyć nasze dzieci. Sugerował nam, żebyśmy odpuściły.

Druga matka wspomina:

Dyrektor dał do zrozumienia, że taka sytuacja trwa latami, że nic złego się nie dzieje. Powiedział, że on się nie chce tym brudzić. Mówił, że jeżeli coś napiszę, będzie gazeta, będzie telewizja… Miałam sama stawać przeciwko wszystkim? Zaproponowałam, że może zainstalujemy ukrytą kamerę. Dyrektor powiedział, że to niezgodne z prawem. Nic nie mogłam zrobić, więc w końcu odpuściłam.

Patologiczna sytuacja mogła trwać więc dalej aż do przejścia księdza na nauczycielską emeryturę. Zapewne dyrektor miał świadomość, że nawet wówczas proboszcz będzie dalej miał kontakt z dziećmi, przygotowując je do pierwszej komunii w swoim kościele. Tym już jednak pedagog głowy sobie najwyraźniej nie zawracał. Wygląda na to, że zamiótł sprawę pod dywan, a w rozmowie ze mną winę za to, że proboszcz ma dalej kontakt z dziećmi, spędził na… parafian.

 

Wymowne milczenie

Relacje matek stoją w wielkiej rozbieżności z tym, co powiedział mi wcześniej dyrektor. Mówił, że owszem, krążyły jakieś pogłoski, ale opowiadano je raczej w formie dowcipu. Dyrektor zapewnił, że jest katolikiem i plotki na temat księdza traktował z dużą ostrożnością. A rzekomo nawet zachęcał osoby, które mówiły coś po kątach: „Zróbcie coś z tym”. Kiedy upewniałam się po raz kolejny, czy nie było skarg ze strony rodziców, dyrektor odpowiedział zdecydowanie, że nie. Dodał jeszcze, że ma świadomość, iż ukrywałby fakty, mówiąc inaczej.

Po rozmowach z cytowanymi matkami zwróciłam się jeszcze raz do dyrektora. Najpierw obiecał przesłać swoje oficjalne stanowisko w tej sprawie. Gdy odpowiedzi nie otrzymałam, wysłałam na adres szkoły pytanie e-mailem, czy były skargi ze strony rodziców na niewłaściwe zachowanie związane z molestowaniem seksualnym chłopców w szkole w Żytowiecku przez księdza Andrzeja Wiśniewskiego? Dyrektor nie odebrał telefonu ode mnie, a jedynie przez sekretarkę zdołałam ustalić, że nie ma nic do dodania odnośnie całej sprawy.

 

Artykuł 304, paragraf drugi

Jak powinien się zachować dyrektor szkoły, do którego rodzice przychodzą ze skargą na księdza-nauczyciela mającego dopuszczać się molestowania dzieci?

To jest rzecz niewyobrażalna, żeby do takiej sytuacji dopuścić – odpowiada dyrektor leszczyńskiej delegatury Kuratorium Oświaty w Poznaniu Leszek Szczepaniak. – Nadzór pedagogiczny, jaki sprawuje dyrektor, jest czuwaniem na bieżąco nad tym, żeby do czegoś takiego nie doszło.

Jak informuje dyrektor Szczepaniak z kuratorium, jeśli rodzice zgłaszają podobny problem ustnie, powinna być sporządzona notatka służbowa z takiego spotkania. Kodeks postępowania administracyjnego nakłada na dyrektora obowiązek przyjęcia skargi do protokołu.

W rozmowie ze mną dyrektor szkoły w Żytowiecku Mariusz Kędzierski powiedział, że żaden dokument związany z rzekomym molestowaniem przez księdza nie znajduje się w archiwum. Wynika z tego, że oficjalnej notatki więc nie sporządził, choć powinien.

Dyrektor Szczepaniak jest jednocześnie zastępcą rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli i nad niejedną trudną sprawą pracował. Kiedy jednak przytaczam mu zachowania księdza opisywane przez rodziców – takie jak sadzanie na kolanach, bawienie się rozporkiem, lizanie i gryzienie po uchu, kazanie dotykać się w okolicy krocza – przedstawiciel kuratorium jest zszokowany:

To coś przerażającego. To są rzeczy niedopuszczalne, absolutnie niedozwolone. Przepis mówi, że jeżeli czyny niedozwolone dotyczą dzieci, trzeba działać natychmiast i jak najszybciej osobę podejrzewaną o takie zachowania odsunąć od pracy z uczniami. Trzeba też powiadomić organy ścigania. 

O to, do czego zobowiązany jest przez prawo dyrektor szkoły, do którego dotarły informacje o możliwym molestowaniu dzieci przez osobę uczącą w szkole, zapytałam też przedstawicieli organów ścigania. Bogdan Zygmunt – szef gostyńskiej prokuratury – odpowiedział, że w takim przypadku ma zastosowanie art. 304, paragraf 2 kodeksu postępowania karnego: Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o możliwości popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa.

Tymczasem w szkole w Żytowiecku nie zrobiono nic. Nikt niczego nie zgłaszał odpowiednim organom, a proboszcz dalej uczył dzieci w szkole, choć z relacji świadków wyłania się wniosek, że cytowane przeze mnie matki mogły nie być pierwszymi, które przyszły z tą sprawą do dyrektora. W ten sposób formalnie molestowania nie było, a cała sprawa została zamieciona pod dywan. A dobro dzieci? Najwyraźniej okazało się mniej ważne od dobra księdza i dyrektora.

Komentarze na stronie nie są moderowane na bieżąco.
Wypowiedzi reprezentują wyłącznie poglądy osób, które je zamieściły.
  • Matka

    Co to za matki! Teraz wypowiadają się, że niby wiedziały o nieodpowiednim zachowaniu księdza wobec ich dzieci, a tak naprawdę nic z tym nie zrobiły. Poszły do dyrektora i co? To wszystko! Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie żebym pozwoliła na coś takiego. Zrobilabym wszystko aby coś takiego wyszło na jaw. Teraz najlepiej winę zrzucić na dyrektora. Brak słów!

  • gość

    i co teraz zrobicie z dyrektora kozła ofiarnego?

    • emilka

      Myślę, że tu nie chodzi o szukanie kozła ofiarnego. Winni są wszyscy, dyrektor, szkoła, parafianie i rodzice. Mam nadzieję, że mieszkańcy parafii Żytowiecko w końcu się ockną, że proboszcz to nie Bóg a jedynie administrator ich własności, którą oni utrzymują. Trzecia tajemnica fatimska mówi, że „piekło zostanie wybrukowane głowami księży”.

  • emilka

    Ksiądz podobno (informacja od znajomych) na niedzielnym kazaniu groził autorce pozwem, tłumacząc że ma zgodę swoich przełożonych. Według mnie jest to ściema na użytek parafian, bo proboszcz chyba zdaje sobie z tego sprawę, że tym samym włoży kij w mrowisko. Swoją drogą kazanie musiało świetnie współgrać, z czytanym właśnie w tą niedzielę, listem episkopatu o aborcji. Seksowna msza, o przepraszam sensowna. :)

  • gość

    Pan Kędzierski nie jest pierwszym dyrektorem, który nic nie zrobił. Byłam uczennicą tej szkoły kiedy dyrektorem była Pani Anna Kotowska, już wtedy wszyscy wiedzieli co się dzieje na lekcjach religii. To się ciągnie od 30 lat!

  • ABC

    Pięknie ksiądz, dyrektor i sołtys przedstawieni z nazwiska a poszkodowani anonimowi. Takie matki to anonimowo można jeszcze ze trzy znaleźć i molestowanych z siedmiu .

  • Tak po za wami

    Ludzie , parafianie tu chodzi tylko o to by prawda wyszla na jaw nie dajmy mu dalej krzywdzic synow nwszych tylko razem pokonamy tego wszech mocnego proboszcza ktory nawet teraz nie potrafi.sie.dostosowac do sytuacjii ktory praktykuje dzierżawe za lawki dla ktorego kazdy kto nie popiera jego zdania jest idiota I zdrajca kosciola I powiem jeszcze troche na temat dlugow. W parafi co niedziele jest mowa o dlogu I co tydzien ten dlog jest wiekszy ale zlodzieje kradna 30 tysi z plebani…. Bez komentarza …. u

  • Tak po za wami

    garutlukje odwagi i dziekuje ze ktos wreszcie sie podiol tej sprawy … pozdrawiam autorke ….

  • Czytelnik

    A czy policja juz sie nim zainteresowala i zabezpieczyla np komputer osobisty ??? albo lacze internetowe czym sie klecha interesowal??

    • kwjsbdb

      Właśnie od komputera to wszystko się zaczęło bo ksiądz dał go do czyszczenia-a tam znajdowała się dziecięca pornografia, informatyk który miał się tym zająć zgłosił to do odpowiednich ludzi.

  • pater

    Bardzo dużo na ten temat mógłby powiedzieć były katecheta p.Jarek z Krobi

  • Szczun z Grodziska

    Znam rodzinę księdza W. pochodzącego z Grodziska Wlkp. Wielu jego rówieśników, z którymi kończył tutejsze szkoły stanowczo twierdziło jeszcze przed ujawnieniem afery, że już w czasach szkoły powszechnie określano księdza Serdelka „ciepłym”. Dzisiaj sprawa księdza Serdelka odbija się szerokim echem w rodzinnym mieście. Niedowierzanie miesza się z częstym „wcale mnie to nie dziwi”.

  • czytelnik2

    a kto powiedział, że do aktualnego dyrektora matki się zgłaszały. byli inni dyrektorzy i za ich czasów ksiądz więcej uczył w szkole. oni powinni też odpowiadać a nie szuka wszystko skupi się na obecnym dyrektorze.j.